niedziela, 24 stycznia 2016

6. To nic osobistego.

POV's Lee

Poniedziałek zaczął się intensywnie, ponieważ miał się dzisiaj odbyć pierwszy mecz tego sezonu, a ja już od rana wysłuchiwałam niepokoju Niall'a, który siedział ze mną na dwóch lekcjach.Wiedziałam, że Louis też będzie dzisiaj poddenerwowany, więc będzie złośliwszy niż zwykle. Dodatkowo, gdy Jen poznała szczegóły korepetycji, które odbyły się w sobotę to dosłownie oszalała. Caitlin, która również to słyszała zapiszczała ze szczęścia.
Chyba, dlatego chowałam się teraz w toalecie odpisując na wiadomości Lucas'a, który wydaje się być na prawdę w porządku gościem. Nudziłam się już czytając po raz dziesiąty instrukcję korzystania ze spłuczki toaletowej. Na serio?
- Wiedziałaś, że przylepa znowu z nim siedzi dzisiaj po lekcjach? - usłyszałam głos jednej z dziewczyn, a moje wnętrzności ścisnęły się i zaplątały, jak słuchawki w kieszeni.
- Oczywiście. - gardzące prychnięcie wydobyło się z ust jej koleżanki. - Podobno mu daje cały czas i tylko dlatego jeszcze z nią gada. - dodała z czystym niesmakiem w głosie. - Dziwne, że leci na ten jej tłusty tyłek. - zagryzłam wargę, a paznokcie wbiłam w dłonie.
- Jak ta Hailey działa mi na nerwy. - warknęła ze złością pierwsza, a gdy usłyszałam swoje imię poczułam się, jakby mnie ktoś spoliczkował. - Ostatnio Louis mi powiedział, że teraz nie ma dla mnie czasu. Rozumiesz to? Teraz to czasu nie ma, ale wcześniej to wiesz. - skomentowała, a ja zacisnęłam usta. I to ja mu daje? Chwila! Ja mu nic nie daje.
- Kiedy to było? - spytał z ciekawością pierwszy głos.
- Tydzień temu. Schodził wtedy z okna po rynnie z klasy matematycznej Dicksona.
Oh, to tak wtedy udało mu się nie wpaść w kłopoty.
- Spokojnie Susie, już niedługo do Ciebie wróci na kolanach. To kwestia czasu.
Chwilę potem usłyszałam, jak drzwi się otwierają i zamykają, a ja nie chciałam i nie mogłam się nawet ruszyć. Wiem, że podsłuchiwanie nie jest ładne, ale mówiły o mnie, więc miałam prawo słyszeć. Nie wiedziałam, że ludzie mówią o mnie takie plotki. Nie powiem. Zrobiło mi się trochę przykro, ale zanim mogłam nad tym dłużej pomyśleć to zabrzmiał dzwonek, a ja musiałam iść na lekcję angielskiego, która minęła mi nadzwyczaj szybko.
Do aresztu weszłam ze spuszczoną głową i usiadłam w ostatniej ławce pod ścianą. Chwilę potem do klasy wszedł Louis, a gdy zobaczył mnie na samym końcu klasy, skrzywił się.
- Nie! - krzyknął głośno przeciągając ostatnią literkę.
- O co Ci chodzi? - spytałam nie rozumiejąc jego zachowania.
- Gdy tam siadasz to coś się dzieje, więc co się teraz dzieje? - wyjaśnił i podszedł do ławki przede mną, a tam usiadł na krzesełku i obrócił się w moją stronę. - Myślałem, że po sobocie będzie jakoś lepiej, wiesz.
- Po prostu Susie powiedziała coś, co nie było prawdą. - powiedziałam ostrożnie, ale już wiedziałam, że zrobiłam błąd, ponieważ niepotrzebnie wypowiedziałam imię dziewczyny.
- Susie McKinley? - zmarszczył brwi. - Spałem z nią jakoś ostatnio.
- Nie wiem jak ma na nazwisko. - westchnęłam. - I nie musiałam tego wiedzieć. Eww Louis, eww. - dodałam.
- Każdy ma własne potrzeby. - wzruszył ramionami przyjmując obojętną twarz.
- Czy twoją potrzebą było pocałowanie mnie? - spytałam, ponieważ byłam na prawdę ciekawa, dlaczego to zrobił.
- Całuję dużo osób. To nic osobistego. - stwierdził patrząc się w moje oczy.
- Oh. - tylko tyle zdołałam wykrztusić. Chyba trochę się zawiodłam, ale nie wiem czego innego mogłabym oczekiwać od niego. Cud, że w ogóle zaczął opowiadać swoją historię. Co prawda powoli, ale jednak.
- Co powiedziała Sussane? - tym pytaniem przerwał tą ciszę, która tym razem mi nie przeszkadzała.
- Nic, co powinieneś wiedzieć. - oznajmiłam mu z pewnością siebie, ale czy na prawdę w to wierzyłam. Dopóki nie Susie nie mówi nic do mnie to oznacza, że nie powinnam go o niczym informować.
- Jasne. - prychnął i wstając z krzesła po prostu od tak wyszedł z klasy. Nie wiedziałam czemu. Czy się obraził, że nie chciałam powiedzieć tego, że Susie mnie obgaduje i wymyśla nieprawdziwe plotki. To nic strasznego. Jest to trochę smutne, ale da się przeżyć póki zostaje to tylko w czterech ścianach toalety.
Louis wrócił piętnaście minut później. Nie zwrócił na mnie żadnej uwagi. Po prostu usiadł w ławce przy oknie. Rzuciłam jedno, a może dwa spojrzenia w stronę chłopaka, który od tamtej pory nawet nie drgnął.
- Gdzie byłeś? - spytałam w końcu przenosząc wzrok z chłopaka na zegar, który wisiał nad tablicą.
- U Susie. - odpowiedział nieprzyjemnym tonem. - Zamierzasz mi teraz powiedzieć?
- Nie mam o czym. - skłamałam.
- No tak! - zaśmiał się nieszczerze. - Twoje usta są zajęte rozpowiadaniem plotek o tym, jak to się całowaliśmy, a potem wylądowaliśmy w łóżku, czyż nie?
Analizowałam jego słowa w mojej głowie po kilka razy, aż nie ponagliło mnie chrząknięcie Louis'a. Pewnie Sussane go okłamała, a on uwierzył jej, bo czemu miałby wierzyć mi.
- Czyli teraz wychodzi na to, że robię z siebie puszczalską zdzirę? - spytałam tak tylko dla upewnienia. - Powiedziałam o pocałunku tylko Jen. Miło wiedzieć, że wierzysz Sussie, która... - ugryzłam się w język, ale widząc minę chłopaka od razu dodałam. - ... która sama wymyśla na prawdę niezłe plotki. Szkoda, że niektórzy w nie wierzą. Z resztą czego można się spodziewać po takim dupku, jak Ty?
- Dupku? - powtórzył, a ja zdzieliłam się krzesłem w twarz, w myślach, bo powiedziałam to wszystko na głos. - Po co chciałaś poznawać takiego dupka, jak ja? - zaśmiał się ironicznie gwałtownie wstając przy okazji szurając stołkiem po podłodze.
- Bo miałam nadzieję, że jesteś bardziej złożony i masz tylko tą głupią maskę pozorów. Na prawdę sądziłam, że mogłeś być wartościowy, ale myliłam się. Wierzysz we wszystko, co Ci powiedzą. - wygłosiłam mu przemówienie, które w mojej głowie brzmiało co najmniej tysiąc razy lepiej i mniej żałośnie.
- Nadzieja jest dla frajerów, sweetie. - warknął nieprzyjemnie.
- Jestem frajerem. - oznajmiłam mu przygryzając dolną wargę. Czułam zdenerwowanie, a to pomagało i nie wyglądało seksownie. Chyba, że kogoś pociągają sadystyczne zachowania.
- To nic nowego. - zakpił, a jego usta rozciągnęły się w złośliwym uśmiechu. - Całujesz też, jak frajer.
W tym momencie moja silna wola była bliska złamaniu, a gdy poczułam, jak moje oczy nieprzyjemnie szczypią to wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z klasy prosto do toalety, gdzie plecak rzuciłam pod zlew, a dłonie o niego oparłam.
Spojrzałam w lustro i widziałam, jak łzy spływają wraz z mascarą. Bardzo nieładny widok. Nie wiem czemu się dziwisz Hailey. Spójrz na siebie. Ani ładna, ani zgrabna, ani utalentowana, a tym bardziej mądra. Tak na prawdę nie miałam nic nadzwyczajnego w sobie.
- Dramatyzujesz Lee. To tylko Louis. - wyszeptałam odkręcając kran i przemywając wodą twarz. Usłyszałam, jak ktoś spłukuje toaletę, a po chwili obok mnie stała CoCo.
- Co się stało? - spytała opierając się o blade kafelki. Jej twarz wyglądała nienagannie, tak jak jej rude włosy, które zostały podkręcone.
- Pokłóciłam się z Louis'em. - wyjaśniłam wycierając twarz chusteczkami higienicznymi, bo ten papier co był w toaletach należał do szorstkich i bardzo brzydko pachniał.
- Oh. - wykrztusiła tylko i sama zaczęła myć dłonie. - Może ma coś z tym wspólnego Sussie, która wyszła na chwilę z klasy, a gdy wróciła to wyglądała, jakby wygrała milion dolarów i została królową szkoły, jak w tandetnym filmie. - dodała spoglądając na mnie katem oka. Pokręciłam przecząco głową. Nie chciałam, żeby Sussane później się dowiedziała, że powiedziałam coś CoCo. - Jak Ci się znudzi bycie marionetką to przyjdź do mnie.
Dziewczyna wyszła z łazienki, a ja zostałam tam sama patrząc w lustro, a widok w nim był tak żałosny, że sama sobie wysłałabym sms'a o treści POMOC. Powiedzmy szczerze zmieniłam się i nie wyszło mi to na dobre wbrew pozorom.
Gdy wróciłam do domu to od razu bez przywitania poszłam do siebie do pokoju, gdzie usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w przestrzeń zawieszając wzrok na zwykłym lustrze które wisiało na drzwiach szafy. Obserwowałam swoje ciało i zaczęłam myśleć o tym co mówiła Susie z jej przyjaciółką w toalecie. Mój tyłek faktycznie wydawał się duży. Nigdy się tym jakoś specjalnie nie przejmowałam, ale może miały rację i nie mówiły tylko plotek, ale też prawdę której ja najzwyczajniej w świecie nie zauważyłam?
Czuję się niepotrzebna. Jen musi się dzisiaj uczyć na test, Blue wychodzi z chłopakami, a Caitlin pewnie jest z Jordan'em, więc i tak odpada, ale chyba zawsze mogę napisać do Lu. Uznałam, że to dobry pomysł.
Lee: Hej jak Ci minął dzień?
Nie odpisuję mi, więc pewnie znowu jest czymś zajęty, jak zwykle. Przeważnie piszemy w nocy, gdy powinnam iść spać lub uczyć się, ale moje lenistwo ze mną wygrywa. Ostatni raz patrzę w lustro, a potem po prostu przykładam głowę do poduszki i idę spać, ponieważ to był jeden z gorszych dni, a ja nie chcę go pamiętać. Moim marzeniem byłoby po prostu cofnięcie się w czasie o dwa tygodnie i nie dostanie jedynki z matematyki, a tym bardziej nie poznania bliżej Louis'a. Jego ignorowanie było bardzo w porządku, a ja głupia miałam nadzieję, że jest inny. Trzeba było się nim nie przejmować.
&
Siedziałam rano przy stole obracając w dłoni telefon. Czekałam na wiadomość od Lu, ale on nie odpisywał już tak długo. Myślałam, że odpisze w nocy, jak przeważnie, ale też się nie doczekałam. Przede mną stał talerz z dwoma tostami, które zrobiłam z myślą, że powinnam je zjeść. Jednak czym dłużej siedziałam przy stole tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że powinnam odpuścić, ponieważ już mam wystarczająco wielki tyłek. Może dlatego ubrałam dzisiaj czarne ponoć wyszczuplające spodnie i większy niedopasowany sweter, który miał mnie ukryć przed wzrokiem innych ludzi.
- Jesz to? - spytał Collin patrząc na mnie podejrzliwie. Usiadł obok z kubkiem kawy w dłoni, więc się skrzywiłam, gdy zapach napoju do mnie dotarł.
- Nie. - pokręciłam głową, a dłonią podsunęłam mu talerz. Chłopak uśmiechnął się tylko i pochwycił w rękę jednego tosta. - Idę, bo nie chcę się spóźnić. - dodałam wstając z krzesła.
- Kim Ty jesteś? - zaśmiał się mój brat.
Zignorowałam to i wyszłam przed dom z kurtką w dłoni, aby jak najszybciej dotrzeć na przystanek. Tym razem się nie spóźniłam z czego byłam niesamowicie zadowolona. Do szkoły dotarłam bez większych trudności. Ukryłam się przed Jen, Cat i Blue, który prawie mnie zauważył, gdy przemykałam obok jego szafki. Weszłam do klasy od zajęć artystycznych, która zawsze była otwarta i można było przychodzić kiedy się chce. Możliwe, że było to spowodowane tym, że pani od tego przedmiotu zachowywała się, jak nieletnia i lekko psychiczna hipiska. Dźwięk sms'a sprawił, że prawie w ekspresowym tempie sprawdziłam telefon.
Lu: Byłem zajęty. Coś się stało?
Uśmiechnęłam się lekko, a po chwili postanowiłam napisać pytanie, które dręczyło mnie od wczoraj.
Lee: Można znienawidzić coś lub kogoś od tak?
Lu: Można.
Lu: Kogo lub co znienawidziłaś?
Lee: Siebie.
Dzwonek na zajęcia sprawił, że schowałam telefon i usiadłam na swoim zwyczajnym miejscu, gdzie czekałam na nauczycielkę. Przyszła, jak zwykle spóźniona, ale czego można wymagać od pani Benson? Nawet władze szkoły nie znały odpowiedzi na to pytanie.
- Witajcie moi drodzy! - przywitała się z szerokim uśmiechem i kubkiem rumiankowej herbaty w prawej dłoni. Pod pachą trzymała niewielkie płótno, a w lewej ręce drewniane pudełeczko w którym było kilkanaście pędzli. Odstawiła wszystko na biurko i odwróciła się do nas przodem. Na jej ustach wciąż był optymistyczny uśmiech. - Przez najbliższe dwa tygodnie będziecie pracowali nad czymś, co ma być osobiste. Nie toleruję banalnych prac. Będzie zorganizowana wystawa na której będą wystawione wasze obrazy, jednak nikt nie będzie wiedział, który jest kogo poza mną. - wyjaśniła składając swoje dłonie, jak do modlitwy. - Zrozumieliście? Świetnie, a teraz myślcie moje perełki.
Wyliczone czterdzieści dwie minuty myślałam nad tym, co mogłabym przekazać. Problem było to, że nie miałam nic do powiedzenia. Nie wiedziałam nawet w jakim kierunku mogłabym pójść. Może, dlatego nie zrobiłam nic. Uznałam, że najwyżej wykombinuję coś w domu.
Kolejne lekcje minęły mi w ekspresowym tempie. Może, dlatego, że były to dwie godziny wf'u oraz historia i matematyka na których najzwyczajniej w świecie się wyłączyłam ignorując cały świat na czele Caitlin, która całą lekcję przegadała ze swoim chłopakiem, który musiał zmienić swoje obecne miejsce na lekcji historii, bo teraz siedział przed nami.
Na stołówce nie wzięłam nic do jedzenia. Miałam taki zamiar, ale zobaczyłam brunetkę, która złośliwie uśmiechała się w moją stronę, a niższa szatynka szeptała coś jej na ucho. Podejrzewałam, że była to Sussie z jej przyjaciółką. Patrząc na nie kątem oka wzięłam tylko butelkę wody i usiadłam obok Jen, która patrzyła tępym wzrokiem w książkę od biologii.
- Przypomnij mi Lee czemu chcę zostać lekarzem, bo chyba zapominam. - załkała szatynka opuszczając głowę na stół. Prawie wylądowała w swoim spaghetti, ale jeszcze nie będę reagować.
- Witam panie! - Blue usiał obok nas z szerokim uśmiechem. Na stół rzucił plecak wraz z tacką na której było pełno jedzenia. - Wspaniały dzisiaj dzień. Taki jasny. - westchnął wbijając słomkę w jabłkowy soczek.
- Oh już sobie przypominam. - odezwała się Jen unosząc głowę tak, aby mogła patrzeć na chłopaka, który zmarszczył brwi nie wiedząc o czym mówi dziewczyna. Włożył słomkę między usta. - Żeby leczyć takich idiotów. - dodała wskazując ręką na chłopak, który oblał się właśnie sokiem. Krzyknął piskliwym głosem, a gdy to zrozumiał to lekko odchrząknął chcąc ukryć to, że krzyczy, jak mała dziewczynka.
- Nie bądź nie miła tylko, dlatego że miałem wczoraj niesamowitą noc, a ty tą nudną książkę. - odgryzł się chłopak próbując serwetką zetrzeć żółtawą plamę, która widniała na jego śnieżnobiałym podkoszulku. Parker przewróciła na niego tylko oczami. - A co słychać u małej Lee?
- Przerabialiśmy to już Blue. Nie jestem mała. To ty potrzebujesz okularów. - wytłumaczyłam chłopakowi, który zignorował to i wpatrywał się we mnie. - Nic nie słychać.
- Susie w toalecie mówiła wiele ciekawych rzeczy. - oświadczył, a ja na niego spojrzałem rozbieganym wzrokiem.
- W damskiej toalecie? - spytała Jennifer chyba tylko dla upewnienia.
- Nie tylko noc była niesamowita. - poruszył brwiami, a Parker udała odruch wymiotny. - Wracając na pewno nic nie słychać?
Wstrzymałam na chwilę powietrze i wiedziałam, że muszę w końcu podjąć decyzję. Jednak chyba podjęłam tą złą.
- Na pewno.
- Jak uważasz Lee.
Chwile lunchu przegadaliśmy o nowej partnerce Blue, która jak się można było domyślić była świetna w sprawach erotycznych, czego mogłam jej w sumie zazdrościć. Przynajmniej miała doświadczenie. Oczywiście, że przyszła Caitlin tym razem bez głupiego Jordan'a, który musiał coś załatwić. Miło było porozmawiać z blondynką, która nie skupia swojej uwagi na tym chłoptasiu. W pewnym momencie koło nas usiadł Niall ze swoją niebieską tacą, która praktycznie rzucił na blat stolika.
- Co się stało, stary? - spytał Blue patrząc na chłopaka, który miał kamienną twarz.
- Nie dziwię Ci się, że teraz z nami już nie jesz lunchu. - oznajmił Horan i biorąc w swoje dłonie hamburgera wgryzł się w niego z pełną pasją. Może to dziwnie brzmi, ale przysięgam, że to wyglądało tak, gdy Jo i Cat pochłaniają swoje twarze.
- Co się stało, stary? - powtórzył Gordon chyba zdezorientowany, bo posłał nam rozbiegane spojrzenie, które mówiło, że nie ma bladego pojęcia o co chodzi blondynowi.
- Sussane McKinley się stała. - warknął chłopak z pełną pogardą na jaką chyba było go stać. - Ta cholera zajęła moje miejsce wraz ze swoją przyjaciółeczką Jessicą. - dodał ocierając palcem keczup z policzka.
- Ta dziewczyna denerwuje każdego już od x czasu, ale teraz zaczyna przesadzać. - oświadczyła Caitlin, która chyba jeszcze bardziej nienawidziła Susie niż CoCo. - Wiecie, że zobaczyłam, jak jej blado trupia ręka znajduje się na tyłku mojego chłopaka. Wywłoka. - dodała i przybiła piątkę z Niall'em.
- Bez obrazy Caitlin, ale Jordan nie jest niewiniątkiem. - powiedział Blue, a dopiero po chwili zorientował się, że powiedział to na głos.
- Co masz na myśli? - spytała podejrzliwie Morgan.
- Sama się przekonasz. - stwierdził wymijająco wpychając sobie trochę pizzy do ust. Spojrzałyśmy na siebie z Jennifer nie rozumiejąc o co chodzi, bo Gordon nic nam nie mówił o bracie Harry'ego.
- Powiedz mi albo twoje jajca zawisną w szkolnej gablocie pucharów. - zagroziła blondynka wstając ze swojego miejsca. Dłonie oparła o stolik, a gdyby jej oczy mogły zabijać w chwili obecnej to robiłyby to.
- Wiem, że są cenne, ale bez przesady. - zażartował Blue nie spodziewając się wybuchu dziewczyny.
- Mów w tej pieprzonej chwili! - krzyknęła Caitlin rzucając w niego garścią frytek. Cała stołówka skupiła się na naszym stoliku, który zwykle był niezauważalny.
- Twój chłopak się puszcza. - powiedział powoli chłopak słowo po słowie obawiając się chyba kolejnej reakcji dziewczyny. Niall zdjął z jego włosów frytkę i zjadł ją, co w tym momencie wyglądało absurdalnie.
- Z nią? - spytała wskazując w kierunku Sussane, która siedział obecnie obok Louis'a, a jej jedna dłoń była pod stołem podczas gdy druga znajdowała się na jego ramieniu. Blue pokiwał tylko twierdząco głową. - Czemu ja się sobie dziwię? - spytała tak głośno, jak tylko mogła. Czym zwróciła już uwagę wszystkich możliwych osób na stołówce. Nawet tych, którzy mieli to w dalekim poważaniu. - W końcu Sussane McKinley to największa zdzira w naszej szkole.
Caitlin wyszła ze stołówki z wysoko uniesioną głową podczas, gdy Susie wyglądała, jakby ktoś jej dał w twarz. Patrzyłam na nią. Problem polegał na tym, że ona na mnie też patrzyła. Tylko nie skrzywdzonym spojrzeniem. Raczej tym, który zapowiada Ci rychłą śmierć. Gdy Louis objął ją jednym ramieniem wtedy na jej usta wkroczył złośliwy uśmiech. Speszona spuściłam wzrok na swoją butelkę wody.
- Rozpętałeś kolejną wojnę światową. - odezwała się pierwsza Jennifer. - Gratuluję idioto.
&
Siedziałam w areszcie szkolnym z uśmiechem na ustach, a przyczyną tego było to, że dzisiaj pilnował nas Richard Dickson w skutek czego, jak bardo chciałabym się złamać i porozmawiać z Louis'em nie zrobię tego. On jak zwykle siedział na spokojnie koło okno nudząc się, bo nie mógł, ani rozmawiać, ani bawić się telefonem, a tym bardziej palić papierosa. Kolejnym powodem było to, że to przedostatni dzień i będę mogła wrócić do udawania, że nigdy go nie poznałam.
Nauczyciel nie spuszczał z nas wzroku, co było trochę przerażające, a ja odetchnęłam z ulgą, gdy drzwi się otworzył i do środka weszła Caitlin z zaciętą miną i dyrektorem za plecami, który przytrzymywał jej jedno ramię, które blondynka wyrwała i usiadła przede mną z lekkim obłąkanym uśmiechem na twarzy.
- Caitlin Morgan będzie tutaj przez najbliższe dwa tygodnie za wywołanie bójki. - oznajmił nauczyciel i wyszedł z sali, a Richard zapisał coś w dużym czerwonym zeszycie.
- Kogo pobiłaś? Powiedz Morgan. Ogólnie to bym nie pytał, ale oni są tak nudni, że zasypiam. - wytłumaczył Dickson, a ja poczułam się urażona, bo nawet nauczyciel zarzucał mi, że jestem nudna.
- Ogólnie to bym nie mówiła, ale jestem tak zdenerwowana, że nawet mnie to nie obchodzi. Mój były chłopak miział się po katach wraz ze dowodzącą zdzirą tej szkoły. Nawet CoCo jest lepsza.  - opowiedziała blondynka machając energicznie prawą dłonią.
- O kim Ty mówisz? - spytał marszcząc brwi.
- Zna pan Sussane McKinley?
- To ta co ubiera się, jak snobka z dwudziestego wieku?
- Bingo. - mruknęłam nie mogąc się powstrzymać. Oczywiście, że dostałam oburzone spojrzenie Tomlinson'a, bo jak mogę obrażać damę jego serca.
- Zerwałam z nim, a teraz mnie boli. - poskarżyła się Caitlin obracając w moją stronę ze smutną miną. Drzwi się otworzyły, a do pomieszczenia wszedł Jordan z lodem przy twarzy. - Tak bardzo źle się zamachnęłam. Kostki mi odpadają. - dodała tłumacząc, a ja parsknęłam śmiechem pod nosem, ale szybko zacisnęłam usta w wąską linię.
- Kingston? - spytał Richard. - To wstyd, że takie marne metr pięćdziesiąt Ci przyłożyło.
- Wypraszam sobie! - krzyknęła Caitlin, a po chwili trochę spokorniała, bo to mimo wszystko Richard Dickson. - Mam metr sześćdziesiąt dwa.
- Chyba w szpilkach i kapeluszu. - zakpił jej był chłopak, który dostał mordercze spojrzenie od blondynki.
Chwilę później Caitlin Morgan, blondynka o wzroście metr sześćdziesiąt dwa w szpilkach i kapeluszu, których obecnie nie posiadała, okładała swoją modną czarną torebką swojego byłego tak agresywnie, że aż zareagował nauczyciel wstając ze swojego wygodnego fotela.
- Wygraliśmy mecz. - usłyszałam szept Louis'a przy moim uchu. Przygryzłam wnętrze obracając głowę w jego stronę.
- Mam być dumna? - spytałam starając się brzmieć ostro. - Uważaj, żebym tylko coś nie przekręciła i nie rozniosła kolejnej plotki.
- Słuchaj. Myślałem o tym, jak to wczoraj zabrzmiało i chyba sama z siebie nie robiłabyś wywłoki, prawda? - spytał, a ja otworzyłam usta, bo nie dowierzałam temu co słyszę.
- Gratuluję, że na to wpadłeś, ale ja nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego. - wytłumaczyłam starając się nie spuścić wzroku, bo to by oznaczało, że nie jestem pewna tego co mówię. Co z tego, że nie wiedziałam co mówię?
- Lee.
- Nie, Louis. - pokręciłam przecząco głową. - Nie chcę mieć żadnych problemów, a gdy ja miałam nadzieję Ty ją pogrzebałeś żywcem.
- Rozumiem. - przytaknął, a gdy zadzwonił dzwonek po prostu wyszedł, a ja miałam czystą nadzieję, że postąpiłam słusznie, a Sussane nie będzie miała mi czego zarzucić i opowiadać fałszerstw.
Uważałam, że postąpiłam słusznie, bo mimo iż powiedział, że był w błędzie to mnie nie przeprosił. Nie oczekiwałam przeprosin na pół szkoły z kwiatkami, czekoladkami i miśkami. Wystarczyłoby zwykłe jedno słowo. Potwierdziłam swoje przypuszczenia, gdy stojąc obok szafki zobaczyłam za oknem, jak blondynka podbiega do niego i zarzuca mu ręce na szyję. Pasowali do siebie nie tylko z wyglądu, ale też z charakteru.
- Co tak obserwujesz mała? - usłyszałam troszeczkę piskliwy głos, który przesiąkał jadem. Zobaczyłam Jessicę, która była przyjaciółką tej cholery zwanej Sussie, która teraz miała dłoń na bicepsie Louis'a. - Oh, słodcy są, prawda? - spytała, a ja nic nie odpowiedziałam, bo po prostu czułam, że każde słowo będzie wykorzystywane przeciwko mnie. - Oczywiście, że prawda. Wiesz, że nigdy nią nie będziesz? - kontynuowała podchodząc do mnie. Zarzuciła swoimi brązowymi włosami, które ułożyły się idealnie. - Nawet w twoich snach. - dodała szeptając mi do ucha.
- Wiem. - przyznałam zagryzając wargę, a moja głowa automatycznie opadła ku dołowi obserwując swoje buty. Kątem oka zauważyłam, jak dziewczyna się uśmiecha. Sama się podłożyłam.
- Dobrze, że masz tego świadomość, bo byłaś, jesteś i będziesz nikim ważnym. - wysyczała w moim kierunku, ale jej twarz nadal była rozchmurzona. - A to, że przez jakiś czas błyszczałaś i byłaś gwiazdką Louis'a to nic nie znaczy. - prychnęła. - Spójrz na siebie. - wskazała dłonią. - Kto by chciał coś takiego?
Czułam, że płaczę i czułam, że moje ostatnie fundamenty pewności siebie właśnie runęły, bo nie jestem pewna, ale ona chyba mi powiedziała prawdę. Podczas, gdy inni mnie okłamywali. Jessica uśmiechnęła się szyderczo i ze skinieniem głowy odeszła w głąb korytarza poruszając zmysłowo chudymi biodrami.

###
Hej, hej, hej miśki!
Zaczynamy dramę, bo czemu nie? Zdecydowałam wpleść coś w czym sama w pewien sposób siedzę i nie jest to wyssane z palca. Nie jestem prześladowana, ale pojawi się tutaj problem z odżywianiem, więc następne rozdziały będą coraz inne.
Cóż trzymajcie się, komentujcie i wczuwajcie w klimat historii ;)

#Lucky.

7 komentarzy:

  1. Wiesz, że Cię uwielbiam cnie? Rozdział nie banalny wprowadza coś świeżego... Me gusta <3. Tak totalnie serio to cieszę się że poruszyłaś temat anoreksji czy bulimii. Jeżeli chcesz się zagłębić w tym temacie to zapraszam na film "perfekcyjne ciało" dość stary ale mi się podoba. Lu jeszcze będzie ją błagał żeby spędziła z nim trochę czasu. Prawda? Miejmy taką nadzieję. Susie... NO CHYBA BÓG JĄ OPUŚCIŁ. Durna małpa. Łotewer Lee jest od niej lepsza w 100%. Lu może ją cmoknąć gdzieś, oby znalazła jakiegoś fajnego gościa i Lee będzie zazdrosny :D. Czujesz to laf story? Dobra czekam niecierpliwie na nexta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://www.google.pl/url?sa=t&source=web&rct=j&url=http://m.filmweb.pl/film/Cena%2Bdoskona%25C5%2582o%25C5%259Bci-1997-99772&ved=0ahUKEwjFnoPay8LKAhVGfw8KHWRDA00QFggfMAE&usg=AFQjCNGl2p7DRjUayGBUiDxhX-OJryReBQ&sig2=vqES8chfDnClQNi4ETESKg

      Usuń
  2. boski, cudny i wgl naj naj naj, a teraz uciekam odrabiać majce ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Super jak zawsze, smutny troche ale bardzo mi sie podobał :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałaś nominowaną do LBA więcej informacji znajdziesz tutaj <3 :)
    http://czy-to-koniec-maleca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudo ♥ jak najszybciej dodaj next :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    Czekam na NEXT :-)

    OdpowiedzUsuń